Blog > Komentarze do wpisu
Droga na szczyt...

Drabina była długa, do szczytu daleko, ale ze szczytu można zajaśnieć niczym słońce, bo i do słońca niedaleko, a promienie zawsze najpierw ogrzeją tego na górze. Im niższy szczebel, tym chłodniej i cień coraz większy. Więc szedł po drabinie. Łatwo nie było. Niektóre szczeble wybrakowane, ścieżki przetarte, czasem ciasno, bo przecież takich jak on nie mało na świecie. Każdy by chciał poczuć trochę więcej ciepła, ale tych innych nie widać, bo szczyt daleko, a wszystkie spragnione oczy w ten jedyny cel skierowane. Tu przypadkiem jakiś spadnie, przez drugiego popchnięty, nogi, ręce połamie, zajęczy, ale to już na dole, więc nie słychać, nieważne. I już się dla Niego trochę miejsca zwalnia, już trochę luźniej, odetchnąć można spokojniej, z ulgą. Każdy krok przybliża do celu. Im mniej Innych po drodze, tym lepiej cel widać, nie zasłaniają.

Ale przecież tam górze też walka, też wszyscy się wspinają, czołgają, docierają i też czasem spadają. A jak z góry ktoś spada, to i tych z dołu w dół może pociągnąć, w bezdenną przepaść, choć w tej przepaści zawsze jakieś koła ratunkowe czekają, jakieś miękkie poduszki. Ale jak słońce się zobaczyło, to jak w cieniu żyć, jak cieniem być? Więc jak spadają ci z góry, to trzeba się trzymać. Trzeba się trzymać z całych sił swojego szczebla i nie puszczać, choćby nie wiem co. Jak lawina przejdzie, to luźniej będzie na górze, znów zwolnią się jakieś szczeble, znów będzie można się wspiąć i czekać, i iść.

Już coraz bliżej. Największa walka będzie tam, przy szczycie. Tylko najmocniejsi, najwytrwalsi tam dochodzą. Nie będzie łatwo, ale nie można się poddać. Tyle się przeszło. Tyle lęków przed upadkiem pokonało. I na górze ciasno i jeden przez drugiego na szczyt chce się wspiąć. Taki nowicjusz z dołu tu łatwo mieć nie będzie, ale może go nie zauważą, może nie zepchną swoimi wzmocnionymi słońcem cielskami. I może On przeczeka aż oni sami się pozrzucają, a On jeden zostanie cichy i pokorny, by nie zdradzić się przed czasem, bo gdy czas przyjdzie, zabierze pokorę i zostawi siłę, a On ryknie, że go na wszystkich szczeblach usłyszą. Może nawet ten ryk strąci tych najbliższych, by nie zabrali mu promieni słońca, a ci na dole, niech zbyt wiele słońca nie widzą, bo raz posmakowawszy ciepła, ciężko żyć w chłodzie.

To nie marzenie, to Jego pragnienie i żądza, która go pcha i pcha wciąż wyżej i wyżej, bez końca, od stuleci i wieków, aż do celu, który nigdy się nie zmienia, bo On jest zawsze.

niedziela, 29 stycznia 2012, litwin84